Co trzymasz pod zlewem ?

Przyznaję się bez bicia, że nie segreguję odpadów. Dlaczego? bo… bo nie. Bo leniwa jestem, bo mi się nie chce, bo to dużo zabawy, bo pomimo starnnego, 5-letniego wykształcenia w ww zakresie nie wiem w sumie co gdzie wrzucać, bo nie wierzę, że faktycznie segregowanie jest równoznaczne z odzyskiem, ba, widzę co środę jak śmieciara wrzuca zawartośc każdego kubła do swojego (jednego) brzucha. No chyba , że w środku jest armia małych rączek, które to na bierząco przerabiają. Wątpię. Ale niech będzie. Mamuśka segreguje, to co, gorsza nie będę!

Obejrzałam swój podzlewowy otwór inżynierskim okiem. Póki co stoi tu wieeeelki potwór, połykający wszystko i wszystkich – głównie moje poczucie estetyki. Połyka wszystko co się do niego wrzuca (czasem łącznie z workiem) po czym elegancko co kilka dni wypluwa pojedyncze rzeczy – znak, że się najadł i więcej nie wejdzie. Trza opróżnić.

Trash_can_monster

Pomierzyłam, pomacałam, zaglądnęłam w każdy kąt – może da się tu coś wepchnąć, jakąś segregowarkę, najlepiej z Ikei. Bez wahania wrzuciłam na niebieskiej stronie w wyszukiwarkę „segregowanie odpadów” i jest to o co mi chodziło – biały pojemnik z uchylnym wieczkiem i w dwóch rozmiarach, o pięknym imieniu Sortera (no jasne…). . Sortera jednak nie będzie nowym modelem mojego potwora,bo jest za długa i zwyczajnie się w dziurę nie zmieści. Szkoda 😦 Ale obok Sortery stoi jej czarna siostra Variera. Kubeł jak kubeł, szału nie ma, ale do szafki zmieszczą mi się tylko dwa. Decyzja, jeden na odpady ogólnorozwojowe (czyli te gdzie mgr inż inżynierii środowiska przyznaje, że nie wie gdzie to wrzucić) i Plastik – po wygooglaniu (o mój dyplomie!) wciągający również puszki po browarze i kartony po mleku i soku.

Tu przypomina mi się historia, cały czas aktualna i problematyczna – kawa w kapsułkach, a konkretniej same kapsułki. O ile kartony po mleku da się podobno rozłożyć na części pierwsze i odzyskać papier i plastik, o tyle kapsułki są puszką Pandory XXI wieku. Sam producent tejże kawy przyznał, że „mamy pełną świadomość, że odpady powstające podczas korzystania z jednorazowych nabojów K-Cup, są dla nas jednym z najważniejszych wyzwań ekologicznych”. Takie miło brzmiące frazesowe bzdety – wiemy, że coś jest na rzeczy a jak nie będziemy mieli co robić to może pomyślimy jak sobie zwiększyć koszty.

Kapsułki – zarówno z kawą, jak i herbatą – praktycznie nie nadają się do recyklingu, bo produkowane są z trzech materiałów: plastikowy kubeczek zgrzewany z papierowym filtrem, zamykany jest aluminiową przykrywką powlekaną polietylenem. Kawa w takiej kapsułce ma pewnie termin przydatności: następne zlodowacenie na równiku.

Ale skoro wszystkie mądre głowy twierdzą, że kartony po napojach są ok, to niech im będzie. Tu mam jasnośc, a co z resztą? Gdzie wrzucać całe stosy opakowań ze wszystkiego? Co z folią otulającą butelkę z szamponem, która przydaje się chyba tylko do przyklejenia metki? Co z opakowaniem po sushi, które składa się z 6 części (kartonika, plastikowego pudełka, plastikowej tacki, papierka na pałeczki, 3 opakowań na sos sojowy, wasabi i marynowany imbir)? Gdzie wrzucić pałeczki po sushi? Czy ze słoika po dżemie mam zerwać etykietkę? W końcu to papier… Czy wieczko z jogurtu razem z kubeczkiem? Czy siatka po cebuli i ziemniakach do plastików?  Czy jak umyję butelkę po oleju to już jest odzyskiwalna? A co ze słoiczkiem po oleju kokosowym? Ten zatłuszczony jest nie ok? A opakowanie po twarogu składające się z folii i pergaminu? A milion innych rzeczy z czego, jak się okazuje może z 10% mam pewnośc a reszta nie nadaje się ani do plastików ani do papieru ani do szkła?

Nie twierdzę, że ludzie są głupi i nie poradzą sobie z butelką po winie czy po Coca-Coli, ale nawet ekspert od tego jak ulżyć środowisku ma czasem zagwozdkę.

A gdyby tak… zobowiązać wszystkich producentów wszystkiego, żeby na opakowaniach swoich super produktów umieszczali kolorowy symbol identyfikujący opakowanie z odpowiednim kubło-połykaczem? Gdyby za każde opakowanie z gatunku „nie wiem”, takie które w sumie nie pasuje do żadnej z kategorii była kara/podatek/ograniczenia w obrocie/sankcja jakaś ?

Na każdym opakowaniu z żywnością jest konieczność dodatkowych oznaczeń: kaloryczność, zawartośc białek, cukrów, trójkącik z oznaczeniem stosowanego tworzywa sztucznego, pan „zgniatacza” albo rączka „zgniatarki”, która informuje mnie, że fajnie by było jakbyś jednak zgniotła mnie przed nakarmieniem potwora, czasem są zielone strzałeczki „posortuj mnie!”. Skoro dało się to wszystko umieścić na podstawie dyrektyw, ustaw i ustaleń to dodanie dodatkowego znaczka czy dwóch nie powinno być bardzo trudne. Chyba.

Nie byłbym sobą, gdybym nie zrobiła małego przeszukania chaty. Na pierwszy ogień poszła kuchnia. Na produktach spożywczych zielone strzałki czasem są a czasem, na absolutnie oczywistej szkalnej butelce po soku, ich nie ma (a może jest, ale chyba oznaczenia nie są zunifikowane). Na produktach „trudnych” jak twaróg nie było nic, na sushi zielone strzałki (spoko, dam sobie rade co gdzie, poza pałeczkami. Może to bio? Ale na bio nie mam kubła).

Przeszłam do łazienki – na obu płynach do prania – zaskoczenie. Strzałki ying yang + kolorowe loga ekologicznych akcji „cleanright” i „our home our planet” z odnośnikiem do strony (ciekawe ilu osób na świecie w ogóle było na tej stronie… ja bylam 😉 na której jednak nie ma nic ciekawego – ot jakaś akcja HRowa czy BHPowa, żeby metryki się zgadzały i prezes był zadowolony).

Dalej był sprzęt elektroniczny (spokojnie, nie trzymam pudeł po lodówce) i karton od laptopa. HA! Mistrzostwo! Pudło w 80% wykonane z materiałów „post-konsumenckich” i całkowicie odzyskiwalne. Do tego wszystkie nadruki wykonano tuszem z soi (tu akurat się nie wypowiem). ASUS się przyłożył. W końcu to opakowanie jest dość istotne, choć myslę, że niewiele osób je faktycznie wyrzuca (na szczęście w PL już można i nie wpływa to na gwarancję).

A gdyby tak… nie było opakowań. Nie było pudeł, toreb, zgrzewek, nie było niczego. Gdyby wszystko było gołe i naturalne, bez niepotrzebnego luksusu strojnego otulacza. Gdyby było nagie jak TU. To mi sie marzy, u mnie, we Wrocławiu, ale na takie pomysły trzeba miec sponsora, albo kupę siana i niekoniecznie tylko tego z ekologicznego gospodarstwa. Może kiedyś, po super podwyżce, napadzie na bank, podszyciu się pod wnuczke jakiegoś Redforda. Ale biznesplan mam 🙂

W tym cały segregowaniowym bałaganie jest jednak ukryty bonus dla mnie – będę starać się świadomie wybierać produkty ubrane w jak najmniejszą ilość zbędnego odzienia – dla własnej wygody. O ile pojadę do Ikei poznać Varierę.

'I miss the days when you could chuck stuff in the bin and not have to think about it for ten minutes.'

żródła:

http://www.latimes.com/business/la-fi-keurig-sale-20151207-story.html 

http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/kawa-z-ekspresu-to-same-klopoty/nglqr

www.nagieznatury.pl

Reklamy