Tym stukaniem to mi Pani ryby płoszy!

Mam dwóch nowych chłopaków. Do tego obaj są skadynawami i obaj mają na imię… Kijek. Lewy i Prawy. Zostali mi przedstawieni przez mojego ortopedę (więc to taka miłość z rozsądku), bo poprzednia moja miłość z wyboru do łuku sprowadziła mnie na drogę ciemności, bólu i rozpaczy.

Mam zakaz strzelania z łuku, zakaz ćwiczeń ze sztangą, zakaz robienia czegokolwiek ręką co wymaga podniesienia jej powyżej 90 stopni w jakimkolwiek kierunku. Mam zakaz spania na brzuchu. Stwierdzam ze smiechem, że jestem pierwszym człowiekiem na świecie, któremu będzie szkodził sen. I sport. Każdy. Oprócz… Nordic Walking. Nie jest on co prawda idealny, bo po 10 km czuję jak coś mi się podwija pod łopatkę i ogólnie bark tak dziwnie tężeje jak galaretka w lodówce, ale i tak jest fun!

nordic-walking

Moich nowych chłopaków poznałam bliżej na zajęciach z trenerem, organizowanych co jakiś czas przez moją firmę (to jedna z zalet korpo). Nieświadome nowych wyzwań udałyśmy się z kumpelą K na trening. W ogóle to obie mamy talent do wybierania zajęć „dla dziadków” bo idziemy tam nieprzygotowane mentalnie i wychodzimy zlane potem (dałyśmy się tak zakatować na Zdrowym Kręgosłupie). Podobnie było na kijkach 😉 biegałyśmy po parku jak opętane machając rękami. To wydłużało krok a to z kolei powodowało, że prawie biegłyśmy. Po godzinie uznałyśmy zgodnie „było suuuuuper”. A skoro było super, to nie był to ostatni raz ! Po kilku razach stwierdzam, że kijkowanie jest na prawdę super i na prawdę dla mnie. Nie umiem biegać i nie chcę, zabija mnie przebiegnięcie 500m a kiedyś, jeszcze w szkole, na teście Coopera albo wahadle robiłam minimum okrążeń na zaliczenie. Po 10km z kijkami  nie jestem nawet zmachana. Najlepsze jest to, że po treningu chodzenia na nogach bolą… ręce.

Od czego zacząć?

Kto choć raz w życiu zaczynał jakikolwiek sport przyzna mi rację – na pierwszy trening najlepiej wybrać się z …trenerem. Z pracy z Multisportem, z ogłoszenia osiedlowego, z ogłoszenia w googlach. Podstawową zaletą takich zajęć jest to, że trener zrobi wszystko za nas – dobierze kijki, pokaże technikę, rozgrzewkę i będzie czuwał czy nikt nie robi sobie krzywdy (np wbija kijek koleżance w noge). Ten dobry człowiek przygotuje nas mentalnie i fizycznie na baty. Reszte trzeba zrobić samemu 😉

Można też potrenować z jutubem, ale sprawdzi się to tylko w przypadku chodzenia przed lustrem lub wzdłuż sklepowych witryn. Inaczej nie ma opcji przyjrzeć się swoim błędom… Chodząc teraz po parku spotykam wielu kijkarzy i niestety nie spotkałam jeszcze żadnego „technicznego”. Ot taki szybki marsz ze stukaniem kijkami w ziemię i juz jest +5 do lansu. Ale i tak uważam, że fajnie, że w ogóle są w tym parku i zasuwają. Mogliby siedzieć na obiedzie u cioci i żreć schabowego…

Chodzenie po parku z trenerem jest jakoś uzasadnione, bo widac, że robimy z siebie wariatów ale jest obok ktoś kto instruuje więc wygląda to profesjonalnie. Pierwszy raz, samodzielny, w parku był trudny bo:

Chodzenie z kijkami jest głupie…

Jasne. Każda aktywnośc, której nie oddaje się 90% społeczeństwa jest dziwne. Ludzi nie dziwi tylko zamulanie na kanapie i oglądanie 358 odcinka „na dobre i złe”. Więc będą się gapić, to normalne. Wystarczy nie patrzyć się na nich, wtedy nie widzi się tego, że się gapią.

nordic_walker

Kijki hałasują…

Fakt – kijki stukają. Nie znalazłam na to złotej metody, a chodzenie po błocie odpada. Jak jest twardo to będą stukać, nawet w gumowych bucikach na asfalt. Nie ma jednak opcji, żeby stukające kijki obudziły jakieś śpiące w wózku dziecko, bez przesady, pozatym przechodzi się obok wózka raptem 2 sekundy. Jedyną osobą, która uważała kijkowe puk-puk-puk za moja wrodzoną złośliwość był wędkarz w parku – „ryby pani płoszy!”. Po złośliwości przeszłam koło niego jeszcze parę razy 😀

Nikt nie chodzi z kijkami, bo teraz wszyscy biegają…

Tak myślałam, jak pierwszy raz poszłam do parku przetestować czy chłopaki działają jak trzeba. Owszem – sporo ludzi biega, ale za każdym razem spotykam kijkarzy. Mówimy sobie „dzień dobry”, jak słodko… (tzn ja im mówię, a oni, zaskoczeni, odpowiadają).

W co się ubrać?

Nie za ciepło. Tak, żeby po wyjściu z domu było nam trochę chłodno. Na październik/listopad z 10-11 stopniami, na zasuwanie tempem 1 km/9-10 min polecam :

  • termo-koszulkę z długim rękawem (po 2 km podciągam rękawy jak Justyna Kowalczyk :P)
  • bezrękawnik (dośc ciepła sztuka pozostała mi z łucznictwa – nie wieje po plecach. Sięga za tyłek, ma kaptur i dośc obszerne kieszenie)
  • leginsy (tak, żeby było po sportowemu, jak ktoś ma kompleks „wielkiego tyłka” to polecam lekkie spodnie trekkingowe. Dżinsy odpadają! Osobiście nie założyłabym też dresów…)
  • sportowa bielizna (nie lubię jak mi się wszystko majta, tu się zsuwa, tam ciśnie. Pozatym to w końcu sport)
  • buty (mam 3 pary butów do biegan.. ekhm… fitnesu. W internetach piszo, że lepsze byłyby buty trekingowe, bo lepiej amortyzują piętę. Na zimę muszę znaleść coś na wyprzedażach – nieprzemalkalnego i odpowiedniego)

Co zabrać na „spacer”?

Jest pare rzeczy, które zawsze się przydają 😉

  •  kijki (haha) – modeli jest milion. Są z regulowana długością i bez. Są takie za 15 zeta i za 3 stówy. Ja mam, może nie najtańsze, Propulse Walk 500 z Decathlonu za 170pln (prezent urodzinowy). Mają wypinane, bardzo wygodne pętle, buciki na groty i gumowe łapki. Można je spiąć razem. Polecam.

Nie zamierzam podróżować z kijkami samolotem więc zdecydowałam się na model bez regulowanej długości. Dlatego polecam, polecam, polecam, pierwszy trening zorganizowany, żeby przetestować różne długości i modele. Ostatecznie źle dobraną długość można komuś oddać, lub spieniężyć na allegro.

  • chusteczki – taka moja przypadłość, co 500m muszę się zatrzymać wytrzeć nos. W tym konkretnym przypadku w poprzednim wcieleniu byłam chyba psem 😐
  • smartfona – nie po to, żeby sweet focie wrzucac na fejsa – nie bedzie na to czasu 😉 Warto jednak odpalić jedną z aplikacji treningowych (ja mam Endomondo Sports Tracker – ma kilka super zalet. Pokazuje przejsznięte kilometry i co kilometr pewien miły anglik informuje mnie o postępach, czasie „okrążenia” itp. Pokazuje spalone kalorie (nic tak nie motywuje jak 1,5h spacer i 700kcal w plecy 😉 ), predkość, czas na kilometr (ja zasuwam tak 9-11 min / km) i współpracuje z gpsem). Zawsze było mi szkoda kasy albo punktów HP na fitbanda mierzącego kroki, tętno, sen na jawie i inne pierdoły. Nie biegam, nie trenuję crossfitu = nie mam aż tak wygórowanych potrzeb. Moje podstawowe zaspokaja darmowa aplikacja na telefon. Oprócz endomondo można włączyć jutuba, audiobuki, co kto lubi. Włączenie obu aplikacji zabija mój telefon w 2h 😛 na trening wystarczy.
  • buciki na kijki – do parku mam ok 1,5km po chodniku. Buciki trochę się ślizgają, ale chronią groty i zapobiegają „straszeniu ryb”.
  • plecak, wodę – jeśli ktoś nie wytrzyma 1,5-2h bez picia to można. Ja nie lubię nosić. Wyłoję butlę jak wrócę do domu i zagryzę bananem

Więcej nie trzeba (klucze do chaty mogą się jeszcze przydać)

Pierwszy samotny raz po parku był tak niesamowity, że wróciłam do domu tramwajem. To dlatego, że głupio mi było wracać chodnikiem przy ruchliwej ulicy (już nigdy nie pomyślę o biegaczu biegnącym wzdłuż ulicy „staaaary, ale biega to się po parku”. Jasne, ale do chaty nie wraca się na miotle…) Więcej nie powtórzyłam tego dziwngo zachowania 😛 Niech się napatrzą jak Justyk Kowalczyk zasuwa. Pozatym to zawsze 3 km więcej na liczniku.

Chodząc sobie po moim parku nie ma zbyt wielu opcji trasy. Jest jedna wyznaczona dla biegaczy (tą się głównie poruszam), albo nieco dłuższa wzdłuż rzeczki, opodal krzaczków, przechodząca obok najładniejszego miejsca w parku, ale częściowo prowadząca po (daję głowę) żydowskich płytach nagrobnych (historia mojego parku nie jest taka super świetlana). Ostatnio wyczaiłam, że w najładniejszym miejscu tej drugiej opcji trasy powstało całkiem fajne miejsce na grilla. Jest ławka i solidny grill na wybrukowanym kawałku trawki. W pażdzierniku wygląda to na nowe a w każdym razie na niezniszczone i rzadko używane. Obstawiam, że huligaństwo specjalnie musiałoby się przejść na spacer do parku i to nieobleganą ścieżką, żeby to miejsce znaleść. Mało prawdopodobne. W sumie super pomysł! Ciekawe ile wytrzyma…

park_labedziepark_grilownica

Tak na dobrą sprawę taki Nordic jest świetnym pomysłem na jesienną imprezę w parku. Chciałam tutaj napisac „dla rodzin”, ale dla mnie to jest jedno z najbardziej zniechęcających haseł na imprezy. „Festyn dla rodzin”. To znaczy, że jak przyjdę bez dzieci i dziadków to umrę z nudów, a jeśli nie z nudów to pod oskarżycielskim spojrzeniem mamusiów i tatusiów „a gdzie jest twoja RODZINA”.

Zostawmy więc imprezę „dla wszystkich”. Kto chce to przychodzi kto nie to nie. Mile widziany jest każdy kto chodzi sam, każdy kto chodzi z kimś, każdy kto przyciągnął tu kogoś na siłe. Esencja zielonego wydarzenia. Na powietrzu w środku dnia (nocą…po parku.. nie bardzo…). Promująca zdrowy tryb życia, nie powodująca nadmiernej produkcji odpadów (jakie śmieci można wyprodukować idąc z kijkami? Butelkę po wodzie? Ostatnio widziałam takie w 90% z recyklingu. Pozatym można wziąc swój bidon i uzupełniać).

Nie wiem czy to moje obserwacje czy ktoś to naukowo potwierdził, ale jak człowiek jest bardziej ruchliwy i bardziej dba o siebie, to i ekologia na tym nie cierpi, więc wydarzenia dla aktywnych są też mniej dotykające środowisko i bardziej zielone. Taka impreza będzie się musiała obejśc bez konfetti na cześć zwycięzcy (można go obrzucić furą liści, albo płatkami kwiatów), bez balonów w każdym kształcie (sorry dzieci), bez waty cukrowej i gofrów. Zamiast tego stoiska z regionalnymi sezonowymi owocami (umytymi), prosto do łapki albo papierowej torebki.

Z atrakcji dla wszystkich – sadzenie roślinek, szukanie parkowych zwierzątek, gra terenowa z odkrywanim tajemnic parku (a mój ma to ma ich sporo… jak choćby tablice nagrobne wmurowane w schody). Dla chodziarzy stoiska z activ-szejkami, przygotowywanymi na bierząco i rozlewanymi wprost do bidonów uczestników.Dla dzieci – rozpoznawanie roślin, zbieranie liści i tworzenie z nich tymczasowych kompozycji, liczenie kaczek i łabędzi.

Gadżety i nagrody w postaci ręczników z mikrofibry, koszulek termoaktywnych wysokiej jakości (tych nigdy mało) i bonów do sklepów sportowych, na pewno ucieszą każdego. Jednak koszulki z wielkim logiem organizatora eventu i jego datą zawsze bawią mnie do łez. Taka koszulka niczego nie promuje, bo dostaje się ją z reguły na imprezie, więc nikogo nią nie przyciągnę, bo wszyscy tu już są, a jutro będzie dawno po musztardzie. Nawet jeśli dostałabym taką koszulkę przed imprezą i chodziła w niej po parku, to aby doczytać, co, kiedy i gdzie, ktoś musiałby się gapić na mój biust wystarczająco długo, żeby dostać w zęby (te loga i napisy zawsze są na biuście…). Nie założę takiej koszulki za 2 lata bo będzie widać ze ma dwa lata (ah ta data).

Ehh marzy mi się. Pozatym jesienią jest tak pięknie…

Reklamy

Ubraniokling vel ekoCiuchy

Ostatnio buszując po stronie Decathlonu w poszukiwaniu „niczego konkretnego”, natknęłam się kurtki z komentarzem, że Decathlon strasznie dba o środowisko naturalne w związku z czym „Quechua postanowiła informować Klientów o długotrwałym oddziaływaniu na środowisko swoich produktów”. Wow! w sensie, że ktos zauważył, że produkcja ciuchów z tworzyw sztucznych (fitnesowe ciuszki to nie bawełna) nie jest bez wpływu na środowisko, ich użytkowanie nie jest bez wpływu na środowisko (częęęęste pranie w jakimś membranowym wynalazku) oraz ich utylizacja nie jest bez wpływu na środowisko. Taki poliestrowo-membranowy fatałeszek będzie się rozkładać z milion lat a sądząc po eksplozji mody na sport, każdy szanujący się mieszkaniec Ziemi i uczestnik fitnessmody ma w swojej szafie taki fatałaszków co najmniej kilka (ja mam conajmniej 5).Do tego szybkoschnące gatki, kurtki, plecaki i inne super przydatne akcesoria, których nie da się zrobić z bawełny i lnu, bo skończylibyśmy w wyciągniętym dresie, i szykuje się cicha bomba zegarowa. Decathlon najwidoczniej lubi dmuchać na zimne (a może już na ciepłe?) i na wszelki wypadek częściowo obarcza ciężarem tej bomby mnie. Bo oto niby mam wybór – ciuszek ekologiczny A, średnio ekologiczny C albo czarna owca D. Wybór teoretyczny, bo zaledwie kilka produktów jest oznaczonych a pozostałe nie. Co z tego, że te oznaczone mają symbol C albo D. To znaczy ze mam ich nie kupować? Marketing przewrotny niczym kobieta z okresem.

decathlon_eco6

Tak czy inaczej koncern zafundował sobie całkiem fajną stronkę z przykładowym cyklem życia mojej koszulki i wpływem poszczególnych jego etapów na środowisko. 79% sumarycznego oddzdziaływania na środowisko moja koszulka wywrze zanim do mnie trafi. Domyślam się, że pod hasłem „raw materials” jest produkcja włókien, w „production” produkcja barwników, farbowanie tkanin, suszenie, odpchlanie, szycie, tworzenie sterty odpadów – skrawków tkanin, nici, żużycie energii, wody itp. To juz 60%. Dalej jest transport i dystrybucja (19%) – kontenerowiec z drugiego końca świata, pakowanie w folie, utulizacja folii, tiry, magazyny, hale sklepowe oświetlone i klimatyzowane 24h. Pozostałe 21% to moja zasługa – pranie, suszenie, pranie, suszenie i tak 1000 razy aż nie poprują sie nitki allbo nie odklei napis. Wtedy – kubeł i składowanie kolejne milion lat.

decathlon_eco5

Zastanawiam się nad planem B. Jakby tu sprawić, żeby mój zdrowy, ostatnio, tryb życia był również mało uciążliwy dla natury? Nabyłam bawełnianą koszulkę za 1/8 ceny sportowej od lokalnego producenta (choć pewnie z Chin czy innej Birmy). I przyznaję z żalem, że po kilku praniach i po 2-3 tygodniach jest wyciągnięta jak szmaciura i nie zdała mojego eko testu. Wracam do ciuszków dedykowanych. Poszperałam trochę z wujkiem googlem i pod hasłem „ekologiczna odzież sportowa” jest pusto aż piszczy – ot wzmianka o polskiej firmie używającej do produkcji gatek alg, oraz inna firma, która w ofercie ma raptem 3 modele koszulek, wszystkie paskudne aż strach. Trochę to zaskakujące bo wszystkie liczące się firmy sportowe wprowadziły już dawno politykę zrównoważonego rozwoju i eko szycia, ale żaden z ręką na sercu nie uznaje się za ekologiczny . Smutne w tym wszystkim jest to, że pod hasłem „wszystkie firmy” są Adidas, Nike, Puma, Reebok, wszyscy, tylko nie 4F, nasza rodzinna, polska firemka… Mam  więc zagwozdkę rodem z przeboju Łony „nie ważne że są brudne, ważne że są nasze!” Kupić nasze czy „ekologiczne”?

Temat eko ciuchów przepadłby bez kontynuacji, gdyby nie spam na mojej skrzynce mailowej. Są takie chwile w życiu kobity, że zakłada różne karty zniżkowe, których głównym celem jest nabijanie kilogramów w portfelu. Wiąże się to też z toną spamu i chłamu zalewającego moją skrzynkę i kasowanego bez czytania, gdyby nie to:

M&S_recycling1

M&S_recycling2

Za oddanie starego ciucha można dostać rabat na kolejne szaleństwo. Co prawda rabat niewielki a szaleństwo musi być spore, ale jednak. Podobną akcję prowadził jakiś czas temu H&M. Za oddanie starych dżinsów można było kupić nowe 20% taniej. H&M w ogóle jest moim liderem jeśli chodzi o eko ciuchy. Od kiedy pamiętam zawsze miał w kolekcji koszulki z organicznej bawełny z fajnymi tekturowymi metkami. Taka tkanina gwarantuje, że została pozyskana z upraw wolnych od GMO, chemicznych pestycydów, z zachowaniem zrównoważonego gospodarowania wodą i godnych warunków pracy farmerów (ostatcznie wyszło, że H&M nie jest taki bez skazy, ale o tym innym razem).

Prawdę mówiąc to chyba najwyższy czas na wprowdzenie alternatywnej metody wytwarzania bawełny. Jej konwencjonalna producja zużywa najwięcej chemii na jednostkę powierzchni plantacji w porównaniu do plantacji innych gatunków roślin, a jej „wkład” w światowe zużycie pestycydów to 16%! Ale to nie wszystko – plantacje bawełny są największych źródłem wyzysku siły roboczej, w której często znajdują się dzieci. Tylko uprawy organiczne stawiają na metody przyjazne środowisku i tylko z takich czerpiemy czystą, organiczną bawełnę. Temat tak obszerny i ciekawy, że chyba poświęcę mu osobny wpis 🙂

organic-cotton

Polityka rozważnego dysponowania zasobami nie jest obca żadnej z wielkich odziezowych marek. Każda uchwala własny dokument, że są super ekologiczni, świadomie i odpowiedzialnie korzystają z materiałów i zasobów, odpowiedzialnie zatrudniaja ludzi. Życie pokazuje, że jednak nie zawsze się do swoich zapewnień stosują…

I jeszcze jedna rzecz zwróciła ostatnio moja uwagę w trakcie wiosennego odświeżania zawartości szafy. Torby na świeże nabytki. Te papierowe były głównie domeną marek ekskluzywnych. Wciąż przed oczami mam scenę z „Pretty Woman” gdy Julia wychodzi z super drogich butików obładowana papierowymi torbami z kolekcjami super modnych projektantów. Nie z plastikowymi reklamówami. Z papierowymi. Jak sie okazuje papier wkrada się też do sklepów dla zwykłych Kowalskich – Stradivarius na przykład. Kupiłam sweterek, dostałam zapakowany w eko torbę z niebielonego (!) papieru. Pamiętam jak poprzednie torby były tu jednak bielone, więc zmiana na duży plus. Sweterek ostatecznie mi się nie spodobał i wrócił do macierzy. Kwitek zwrotu podpisałam długopisem, tekturowym ! Po dwakroć brawo brawo!

stradivarius_eco1

Konkluzja jednak nie będzie zbyt optymistyczna. Może to kwestia, że znowu wzięłam sie za książkę o Monsanto i wszędzie widzę spisek. Sportowe brandy nie produkują swoich ciuchów w krajach 1 świata za średnie wynagrodzenie w kosmicznie ekologicznych ośrodkach. Produkują je w krajach 3 świata w halach bez okien i toalet za miskę ryżu, bez socjalu, płatnego urlopu i płatnych nadgodzin. Popłuczyny po praniu i farbowaniu wylewa do okolicznych rzek a przed zapakowaniem koszulek w kontenery dozuje im mamucią dawkę odrobaczaczy zeby do cywilizacji dotarły piękne, nowe i pachnące. Na bio bawełnę patrzę podejrzliwie, ale lepsza taka jak żadna. Wszelkie oświadczenia, „polityki” i deklaracje traktuję jak zasłonę dymną, bo tak trzeba i to jest dobrze widziane – napiszmy, że nam zależy i jesteśmy świadomi problemów, żeby nie było, że ktoś nam wytknie ignoranctwo. W końcu absolwenci ochrony środowiska zamiast przykuwać się do drzew z transparentami mogą miec tez pracę przy biurku.

Spot_the_difference1

źródła:

http://www.fairfashionstore.com/ekologicznie

http://global.marksandspencer.com/pl/pl/about-ms/?link=about-plan-a&utm_source=newsletter&utm_medium=email&utm_campaign=week1615ce#about-plan-a-pl

http://sustainability.decathlon.com/2014-report/products-and-services/eco-design/

http://about.hm.com/en/About/sustainability/commitments/conscious-fashion/more-sustainable-materials/cotton.html

http://www.reserved.com/pl/pl/campaign/special-campaign/organic-cotton

http://www.sustainablebrands.com/news_and_views/articles/adidas-nike-report-sustainability-progress

http://sustainabilityreport.adidas-group.com/SER2012/environment/environment-communication.html

http://www.benettongroup.com/sustainability/environment/