O kubku słów kilka

Kupiłam sobie ostatnio, turystą będąc, kubek na drezdeńskim dworcu. Wielka rzecz. Kto nigdy nie przywiózł kubka z wakacji ręka w górę!

Dla mnie rzecz wielka, choć kubek, oceną babci, żadnych super mocy nie miał. Nie ma podwójnych ścianek, nie trzyma ciepła i parzy łapki, nie jest super kolorowy tylko bury, logo z Drezna to ma i owszem ale maciupkie, więc lans znikomy. Wieczko-nakrywka ma dziurę, więc jak się odwróci do góry nogami to wszystko się wyleje. Kicha. No super cech super kubek nie ma. Poza jedną.

Jest w całości recyklingowalny i ekologiczny, wykonany z włókien bambusowych i miału kukurydzianego a burość zawdzięcza brakowi barwników. Koniec kropka. Tyle w temacie super kubka. Nie mogłam go nie mieć.

WP_20160515_004

Ale wracając do logo – wygooglałam sobie kubek i znalazłam całą serię „Dresden eDition”, spójną, jednolitą graficznie, zwyczajnie ładną i nawet trochu z ekologicznym zacięciem (w tym tekturowe długopisy, bawełniane torby i kredki w kartonowym kubku). Prawdę mówiąc liczyłam jednak na więcej, w końcu Niemcy odzyskują ponad 45% odpadów – najwięcej w Europie i niemal w ogóle nie korzystają ze składowisk. Czemu tego nie wykorzystać? Nie pochwalić się całemu światu i tysiącom turystów: „Hej, jesteś w Niemczech! A my jesteśmy ultra ekologiczni i połowę tego co wyrzucasz przerabiamy na … to co trzymasz w ręce!” ?

Nie robią tego bo dla nich to oczywiste, tak oczywiste, że nie ma się czym chwalić. Szkoda, bo większość krajów UE mogłaby im zazdrościć bycia eko-supermenem gdyby tylko o tym wiedziała. Ja, eko mgr inż. przeczytałam o tym przy okazji przeglądania jakichś peanów o tym jaka Polska jest super bo zwiększyła dwukrotnie ilość przetwarzanych odpadów (z 10% do niecałych 20%, to wzrost o stówe…)

Ale nie chwalą się. W sumie to rzadko jakiś kraj czy region czymś się chwali i wykorzystuje swoje zalety w napędzaniu turystycznego boomu. Zamiast tego wszędzie są te same koszulki z tym samym motywem, te same czarne torby z ciągiem liter, te same kubki, czapki, ręczniki. Zmienia sie tylko nazwa miasta / kraju / zabytku. A czasem chciałoby się przywieść coś zwyczajnie ładnego i orginalnego bez przekopywania się przez sterty „staroci”, które tak na prawdę są chińskim odlewem, jednym z miliona. Fajnie byłoby miec też coś, co będzie wskazywać na konkretne miejsce i identyfikować to z lokalnym producentem. Fajnie byłoby mieć coś ekologicznego.

Mój tato kupił sobie kiedyś, milion lat temu, skórzane sandały u greckiego chłopa, jeszcze ciepłe, świeżo zszyte w dłoniach rękodzielnika. Kupił je nie dlatego, że były ładne, regionalne, ekologiczne, czy dlatego, że chciał wesprzeć akurat tego konkretnego Greka. Kupił bo rozpadły mu się stare. Teraz po 20 latach od tamtego wydarzenia na każdą „regionalną” budę patrzę z podejrzliwością. Bo skórzane sandałki poznały greckiego producenta na lotnisku jak wyjeżdżały ze skrzyni z napisem „made in China”. Wszędzie widzę spisek 😉

DSC_1023

W Chorwacji uparłam się, żeby przywieźć ser z Pagu. Nie kupiłam go w sklepiku w centrum turystycznego kurortu, ale na Pagu, w przydrożnej budzie pośród skał, trawy i chorwackiej nicości. Kazałam sobie odkroić połowę krążka a jak zobaczyłam cenę na kalkulatorku trzymanym przez krzakową babcię, to usłyszałam krążące nad głową sępioły, czekające na moje poćwiartowane zwłoki porzucone na poboczu przez Prywatnego Kierowcę, gdy zobaczył jaka suma ubyła z portfela (ostatecznie na końcu był przecinek i kwota cudownie zmalała 100 krotnie oszczędzając mi tortur bo w bagażniku zamiast tasaka była no najwyżej plastikowa łyżeczka). W sumie z CRO nie przywieźliśmy nic więcej, poza dwoma flaszkami gruszkowej berbeluchy – jedna poszła jako „zaliczka” przy wyrabianiu chińskiej wizy a druga czeka… Some say, że można ją dodać do ciasta, bo w smaku jest jak odkażacz narzędzi chirurgicznych.

pag-cheese-1

Potem były Chiny, ale tam produkują wszystko dla wszystkich, więc cokolwiek bym nie kupiła (chińskie Audi, BMW, kein problem!), to wsparłabym lokalny przemysł 🙂

Skoro jednak ów kubek rzucił mi się w oczy od razu, w pierwszym sklepie, bez szukania, to dlaczego nie zrobić całej serii eko gadżetów dla turystycznych eko-freaków?

Reklamy